Burmistrz Lewina Brzeskiego zaprasza do korzystania z bezpłatnego mobilnego systemu powiadamiania i ostrzegania SISMS. Zarejestruj się już dziś na stronie: https://www.sisms.pl/rejestracja/nadawca/00129225/Gmina-Lewin-Brzeski

×
Wyszukaj w serwisie
×

Rajd Rodzinny na Ślężę im. Emilii Nowak

Udało się! Po raz kolejny uczniowie lewińskiej podstawówki wspięli się na szczyt Ślęży. Który to już raz? Dokładnie nie wiadomo. Rajd na Ślężę zapoczątkowała  jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia ś.p.Emilia Nowak - długoletnia nauczycielka i dyrektorka naszej szkoły - wspaniała turystka. Tak więc tradycją szkoły stało się rokroczne zdobywanie szczytu.

Rajd Rodzinny   Rajd Rodzinny   Rajd Rodzinny

Tym razem wyruszyliśmy 21 kwietnia - dwoma autokarami - 80 osób, w tym: uczniowie, ich rodzeństwo (starsze i młodsze), rodzice, babcie i dziadkowie. Swoją obecnością zaszczycił nas również pan Marek Nowak - mąż pani Emilii.

I choć pogoda początkowo nie rozpieszczała nas (góry powitały nas lekką mżawką) to przecież niestraszne nam wichury i ulewy - zwłaszcza, że większość uczestników to stali, zaprawieni w bojach uczestnicy rajdów rodzinnych.          Pierwszym etapem naszego rajdu były tym razem Sulistrowiczki, a w nich - sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady. Obejrzeliśmy przepiękny drewniany kościółek. Ksiądz proboszcz tamtejszej parafii objaśnił nam symbolikę wnętrza, a po krótkiej modlitwie w intencji udanej wycieczki podarował nam pamiątkowe obrazki z wizerunkiem Matki Bożej. Mogliśmy też zakupić różance z drzewa oliwkowego poświęcone w Jerozolimie - ksiądz wrócił dzień wcześniej z Ziemi Świętej.

Być w Sulistrowiczkach i nie napić się wody ze źródełka św. Świerada? To nie w naszym stylu! Skoro już tu jesteśmy … Do źródełka niedaleko …

Tym bardziej, że studnia ta nazywana jest też źródłem życia, a woda  ceniona jest ze względu na walory smakowo - zdrowotne. (Co chwilę mijaliśmy ludzi z dużą ilością wielkich butelek i kanistrów do napełnienia). Więc poszliśmy, napiliśmy się wody i po chwili słychać  było tu i ówdzie głosy: ”przestało mnie boleć gardło” ,”od razu lepiej się czuję”. Pokrzepieni więc cudowną wodą ruszyliśmy dalej. Po kilku minutach jazdy stanęliśmy u stóp Ślęży, która w przeszłości była centrum pogańskich praktyk religijnych. Można tu spotkać wiele granitowych rzeźb z tamtego okresu przedstawiających: niedźwiedzia, rybę, dzika, grzyb, mnicha czy pannę z rybą. Niektóre z nich widzieliśmy na szlaku.  Każda z nich ma swoją legendę (np. mnich, ustawiony przy drodze z Sobótki do Przełęczy pod Wieżycą, wyglądem przypomina wielki kręgiel. Został odnaleziony w polu pomiędzy wsiami Garncarsko i Wielkim Maniowem. Dawna legenda mówi, że jest to mnich zaklęty w kamień za karę, iż nie sprawował się zgodnie ze swoimi ślubami i musi pokutować wierząc, że dotrze kiedyś na szczyt Ślęży. A wtedy, gdy tam dotrze, ma nastać koniec świata.)

Rajd Rodzinny   Rajd Rodzinny   Rajd Rodzinny

Wędrówkę rozpoczęliśmy od Przełęczy Tąpadła. Żółtym szlakiem mozolnie wspinaliśmy się na górę. Niby łagodną kamienista ścieżką - jednak śliską z powodu mżawki. Po drodze robiliśmy kilka krótkich postojów, aby wszyscy dołączyli i żeby nikt się nie zgubił. Po blisko godzinnym marszu znaleźliśmy się na szczycie - 718 m.n.p.m. - gdzie: powitało nas słońce! Obejrzeliśmy stację przekaźnikowa z masztem wysokości 136 m, zabytkowy kościółek z1852 roku (niestety zamknięty dla turystów), krzyż milenijny z 2000 roku i betonową  wieżę widokową - na którą z powodu stromych schodków zdecydowało się wejść niewielu uczestników rajdu. W schronisku turystycznym : kawa, herbata, bigos ,lody i obowiązkowo zapiekanki. Po godzinnym odpoczynku pora wracać. Jeszcze tylko zakup pamiątek, grupowe zdjęcie „do albumu”- i schodzimy. Ze względu na śliską nawierzchnię wybraliśmy dłuższy, ale wygodniejszy czerwony szlak. Schodziliśmy raz szeroką ścieżką, raz wyżłobionym przez strumień wąwozem, raz po piasku, raz po kamieniach a raz po sporym błocie. Ale nic to. Po półtoragodzinnym marszu  znowu stanęliśmy u stóp Ślęży – tym razem z drugiej strony góry, w Sobótce.

Słońce grzeje niemiłosiernie, a my kończymy nasze rodzinne wędrowanie. Zmęczeni, ubłoceni (pan kierowca nam wybaczy) ale uśmiechnięci i zadowoleni wsiadamy  do autokarów i … wracamy do domu.