Burmistrz Lewina Brzeskiego zaprasza do korzystania z bezpłatnego mobilnego systemu powiadamiania i ostrzegania SISMS. Zarejestruj się już dziś na stronie: https://www.sisms.pl/rejestracja/nadawca/00129225/Gmina-Lewin-Brzeski

×
Wyszukaj w serwisie
×

Kolejny Rajd Rodzinny za nami

  100_0916.jpeg

100_0933.jpeg

100_0932.jpeg

100_0905.jpeg

100_0904.jpeg

Foto. U. Kowalska

4 października o godz. 8:00 rano, uczniowie szkoły podstawowej w Lewinie Brzeskim wraz z rodzicami, dziadkami, babciami i ciociami wyruszyli na kolejny już rajd rodzinny. Tym razem celem były Góry Sowie w Sudetach – zdobycie Wielkiej Sowy (1015 m n.p.m.).
     Gdy wysiedliśmy z autokaru na Przełęczy Walimskiej, obraliśmy niebieski szlak, który miał zaprowadzić nas na szczyt. Jeden z uczestników zapytał wówczas „ gdzie teraz idziemy?”- myśląc, że autobus przywiózł nas już na górę. Tym pytaniem wprowadził nas w doskonały humor już na początku trasy. Szlak był bardzo łatwy- lekko pod górkę szeroką, kamienistą dróżką. Za łatwy- jak się okazało dla niektórych uczestników. Wobec tego, aby zadość uczynić różnym gustom- zmieniliśmy szlak na żółty. Kolejny etap drogi był więc dużo trudniejszy- stroma, wąska dróżka pełna wystających konarów i kamieni. Po blisko pół godzinnym marszu – zziajani, zdyszeni i spoceni ujrzeliśmy przed sobą wieżę widokową na Sowie. Jednak trzeba było pokonać jeszcze spory kawałek drogi, aby znaleźć się u jej stóp.
     Gdy wreszcie dotarliśmy – rozsiedliśmy się na ławkach, aby odpocząć. Dorośli pili gorącą kawę, dzieci – herbatę, które można było kupić w wieży.
Dzięki uprzejmości  pracowników Urzędu Miasta w Pieszycach i panów pracujących w wieży – czekało już na nas drewno i chrust na ognisko. Kiedy wszystkie kiełbaski znalazły miejsce na grillu, każdy wytrwale pilnował swojej kiełbaski, chociaż od ich ilości dwoiło i troiło się w oczach. Kilka kiełbasek wpadło niestety do paleniska, ale nikt nie odszedł od ogniska głodny. Po posiłku, kiedy nabraliśmy sił - kolejno wchodziliśmy na wieżę widokową. Na górze bardzo wiało, ale nie przeszkodziło nam w podziwianiu wspaniałej panoramy Gór Sowich i okolicznych miejscowości. Posileni, wypoczęci, z pamiątkami w plecakach i w ręku ( kijami z rękojeścią w kształcie sowy) zaczęliśmy zbierać się w drogę powrotną w dół .Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie.
      Wybraliśmy szlak niebieski, który miał łagodnie sprowadzić nas na parking. Miał, bo niestety lekki początkowo szlak zamienił się dalej w koszmarnie błotnistą po ostatnich deszczach dziurę, którą z trudem pokonywaliśmy idąc bokiem to jednej to drugiej strony istniejącej niegdyś dróżki. Mimo to nikt nie narzekał. Wprost przeciwnie – wszyscy mieli wielką radość z takiego urozmaicenia i niespodziewanych „ efektów specjalnych”. Ubłoceni , a niektórzy też przemoczeni- dobrnęliśmy wreszcie do autobusu. Nie trzeba było długo namawiać do zajęcia miejsc. W ciepłym i suchym miejscu poczuliśmy się niemal jak w domu. Wracając –niektóre dzieci ze znużenia usnęły- inne głośno dzieliły się wrażeniami.
Pogoda na szczęście dopisała. Było chłodno, lecz nie padało. Spadło wprawdzie kilka kropel deszczu, zbyt mało jednak , aby nas przestraszyć czy zniechęcić. Po przyjeździe do Lewina większość uczestników zapowiedziała się na kolejny rajd. Może wiosną…?


                                                                                 Joanna Taratuta