×
Wyszukaj w serwisie
×

Rajd Rodzinny na Ślężę im. Emilii Nowak

Po raz kolejny uczniowie lewińskiej szkoły wspięli się na szczyt Ślęży. A mało brakowało, żeby się nie udało: a to chętnych niewielu (rozleniwienie po pandemii?), a to pogoda niesprzyjająca. Wreszcie 11 czerwca zebrały się 52 osoby, które postanowiły uczynić zadość tradycji.

Gwoli przypomnienia: rajd na Ślężę zapoczątkowała jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia śp. Emilia Nowak - długoletnia nauczycielka i dyrektorka naszej szkoły - wspaniała turystka. Tak więc tradycją szkoły stało się rokroczne zdobywanie szczytu.

Wędrówkę rozpoczęliśmy od Przełęczy Tąpadła. Żółtym szlakiem mozolnie wspinaliśmy się na górę. Niby łagodną kamienistą ścieżką, jednak nie najłatwiejszą. Bardzo szybko zaczęliśmy się rozbierać zarówno ze względu na rosnącą temperaturę powietrza, jak i od wysiłku. Po drodze robiliśmy kilka krótkich postojów, aby wszyscy dołączyli i żeby nikt się nie zgubił. Po ponad godzinnym marszu znaleźliśmy się na szczycie Ślęży - miejscu pradawnego kultu i siedzibie bóstw. 

Po mozolnej wędrówce nadszedł czas na odpoczynek. Bigos, kiełbaski, lody. Obowiązkowo podziemia w kościółku i taras widokowy na wieży . Pogoda wymarzona, zwłaszcza po ostatnich ulewach - jak zwykle nam się udało. Po zasłużonym odpoczynku wyruszyliśmy w drogę powrotną. Prawdziwie górskie umiejętności wędrowania posiadali nawet najmłodsi 5 i 6 letni uczestnicy rajdu, którym należą się wielkie brawa!

Niestety po wielu latach wędrowania na Ślężę trzeba stwierdzić, że miejsce robi się zdecydowanie nieprzyjazne dla turystów. A szkoda, bo jest ich wciąż bardzo wielu. U podnóża parking niestrzeżony (bardzo drogi 70 zł) i do tego toi - toi nie pierwszej czystości płatny 2 zł. Po drodze ani jednego kosza na śmieci. Na górze niesmak budzi brak porządnej toalety - tylko stare, murowano - drewniane (pamiętające chyba jeszcze czasy pradawnego kultu), do których niewiele osób zdecydowało się wejść.    

JT, UK

 

  Zmagania uczestników rajdu na Ślężę